Global menu

Our global pages

Close

Co każdy start-up wiedzieć powinien?

  • Poland
  • Other

18-10-2016

Rozmawiamy z Ewą Szlachetką, partnerem kierującym zespołem fuzji i przejęć. W ramach swojej praktyki wspiera m.in. start-upy oraz innowacyjne projekty. Pracuje również dla funduszy private equity i venture capital. Jest autorką cyklu szkoleń „Eversheds for Innovation”, skierowanego do start-upów i inwestorów. W ostatnim czasie wraz z Tomaszem Zalewskim prowadzi konsultacje dla start-upów zrzeszonych w ramach Tech Hub Warsaw. 

Wielu osobom wydaje się, że aby start-up osiągnął sukces, wystarczy rewolucyjny pomysł i dużo zapału. Tymczasem niezbędna jest jeszcze przynajmniej podstawowa wiedza o prawie, by w efekcie określonych działań wspólników tudzież inwestora nie zostać na lodzie. Jakie są zatem największe prawne błędy start-upów?  

Powiem może najpierw, o jakie kwestie prawne należy zadbać, żeby przejść do kolejnego etapu, tj. pozyskania inwestora czy partnera w biznesie. Start-upy często powstają spontanicznie, bez niezbędnego przygotowania od strony formalnej. Jest to naturalne i trudno byłoby doradzać przedsiębiorcom, żeby od pierwszego dnia działania nowej firmy przestrzegali szczegółowych procedur wewnętrznych i dopilnowywali szeregu formalności. Zważywszy jednak na specyfikę działalności i potencjalny spór do praw własności intelektualnej na kolejnych etapach, już od początku należy dopilnować, żeby współpracownicy start-upu podpisali oświadczenie o przeniesieniu praw autorskich. Pozwoli to na uniknięcie ewentualnego sporu w przyszłości, w szczególności, kiedy wartość start-upu może skokowo wzrosnąć i być obiektem zainteresowania wielu inwestorów. Zaryzykuję nawet tezę, że wiele innych spraw da się naprawić na późniejszym etapie, ale niestety, im później zabierzemy się za wspomniane wcześniej kwestie, tym gorzej. W sytuacji, gdy start-up pomyślnie przeszedł etap weryfikacji u potencjalnych inwestorów i przyjdzie założycielom negocjować warunki inwestycji, radziłabym skupić się na kilku kluczowych kwestiach, aby w miarę szybko ocenić, czy z danym inwestorem jest nam po drodze czy nie.

Jakie byłyby to kwestie?

Po pierwsze, kwota finansowania i co inwestor otrzyma za to w zamian. Jeżeli udziały, a nam pozostał pakiet większościowy, to inwestor może chcieć mieć wpływ na sprawy spółki i na przykład mieć prawo weta w kluczowych sprawach. Ponadto, warto już na tym etapie ustalić zasady wyjścia z transakcji, tak w przypadku niepowodzenia, jak również w przypadku znaczącego wzrostu wartości start-upu.

Sam pomysł na biznes to połowa sukcesu przyszłego start-upu. Druga połowa to pieniądze. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, negocjując finansowanie? 

Poza kwotą? Sama forma finansowania jest istotna. W polskich warunkach powinniśmy z góry określić, czy start-up zaciąga pożyczkę, czy od razu wpuszczamy inwestora na equity, wydając mu udziały. Jeżeli to drugie, to kluczowa będzie wycena biznesu, co przekłada się na wielkość pakietu obejmowanego przez inwestora. Jak wiadomo, z wyceną nowatorskiego biznesu może być ciężko – nie ma jak porównać do konkurencji, a przyszłe przychody mogą być bardzo niepewne i trudne do skalkulowania. Dlatego ciekawą formą finansowania mogą być hybrydy, czyli np. dług konwertowany na kapitał w przyszłości, kiedy możliwa jest bardziej rzetelna wycena. Obecnie w polskich warunkach tego typu rozwiązania dla zapewnienia ich wykonalności wymagają sporządzenia szczegółowej dokumentacji. Za granicą jest to bardziej popularne i mało skomplikowane, dzięki temu start-upy mają zapewniony dostęp do sprawdzonego standardu finansowania.

To, co może okazać się przydatne dla startupów, to term-sheet. Pani sama przygotowała zresztą taki dokument. Czym jest i do czego może być przydatny?   

Tak, term-sheet zdecydowanie się przydaje, nawet jeśli jest to dokument niewiążący. Już na etapie ustalania jego treści możemy poznać choćby rzeczywiste zamiary inwestora. Miałam przypadek, gdzie kwestionowany był np.  zakres zakazu konkurencji i zrodziło to po stronie start-upu uzasadnione wątpliwości, czy inwestor ma czyste intencje. Poza tym, jestem zwolennikiem precyzyjnego określenia swoich oczekiwań już na tym etapie – dzięki temu prawnicy maja ułatwione zadanie przy przygotowaniu umów i innych dokumentów na kolejnych etapach.

Prowadzi Pani konsultacje dla startupów - czy są jakieś zagadnienia, o jakie jest Pani najczęściej pytana? Może coś Panią zaskakuje? Czy świadomość prawna rośnie?

Najczęściej padają pytania właśnie o term-sheet i proces inwestycyjny, co wskazuje, że raczej na tym etapie założyciele zaczynają interesować się kwestiami prawnymi. Inne zagadnienia bardziej zależą od obszaru biznesu, w jakim obraca się dany start-up. Cieszą nas powtarzające się pytania o ochronę danych osobowych, kwestie regulacyjne w ochronie zdrowia czy fintechu, jak również wątpliwości co do tego, jak uregulować pewne zagadnienia w umowach handlowych. Niewielka liczba pytań o ochronę praw autorskich trochę mnie martwi – tutaj w kwestii świadomości prawnej jest jeszcze sporo do zrobienia.

Powiedzmy na koniec, czy polskie prawo w ogóle sprzyja startupom i innowacyjności 

Dobrze, żeby przestało przynajmniej przeszkadzać… Z drugiej strony, było już wiele prób uatrakcyjnienia naszego prawa dla start-upów i wychodziło jak zwykle NIC. Obecnie proponowane zmiany w prawie mogłyby oczywiście pomóc – martwi jednak fakt, że czekamy na konkrety od ponad roku i nie widać końca tych prac. Przykłady z zagranicy wskazują jednak, że podstawą jest wspieranie przedsiębiorczości i pomysłowości w tym obszarze i dzielenie się doświadczeniami – w tym zakresie prywatne inicjatywy typu Campus Warsaw zasługują na uznanie.
Rozmawiamy z Ewą Szlachetką, partnerem kierującym zespołem fuzji i przejęć. W ramach swojej praktyki wspiera m.in. start-upy oraz innowacyjne projekty. Pracuje również dla funduszy private equity i venture capital. Jest autorką cyklu szkoleń Eversheds for Innovation, skierowanego do start-upów i inwestorów. W ostatnim czasie wraz z innymi prawnikami Wierzbowski Eversheds prowadzi konsultacje dla start-upów zrzeszonych w ramach Tech Hub Warsaw

Wielu osobom wydaje się, że aby start-up osiągnął sukces, wystarczy rewolucyjny pomysł i dużo zapału. Tymczasem niezbędna jest jeszcze przynajmniej podstawowa wiedza o prawie, by w efekcie określonych działań wspólników bądź inwestora nie zostać na lodzie. Jakie są zatem największe prawne błędy start-upów?  

Powiem może najpierw, o jakie kwestie prawne należy zadbać, żeby przejść do kolejnego etapu, tj. pozyskania inwestora czy partnera w biznesie. Start-upy często powstają spontanicznie, bez niezbędnego przygotowania od strony formalnej. Jest to naturalne i trudno byłoby doradzać przedsiębiorcom, żeby od pierwszego dnia działania nowej firmy przestrzegali szczegółowych procedur wewnętrznych i dopilnowywali szeregu formalności. Zważywszy jednak na specyfikę działalności i potencjalny spór do praw własności intelektualnej na kolejnych etapach, już od początku należy dopilnować, żeby współpracownicy start-upu podpisali oświadczenie o przeniesieniu praw autorskich. Pozwoli to na uniknięcie ewentualnego sporu w przyszłości, w szczególności, kiedy wartość start-upu może skokowo wzrosnąć i być obiektem zainteresowania wielu inwestorów. Zaryzykuję nawet tezę, że wiele innych spraw da się naprawić na późniejszym etapie, ale niestety, im później zabierzemy się za wspomniane wcześniej kwestie, tym gorzej. W sytuacji, gdy start-up pomyślnie przeszedł etap weryfikacji u potencjalnych inwestorów i przyjdzie założycielom negocjować warunki inwestycji, radziłabym skupić się na kilku kluczowych kwestiach, aby w miarę szybko ocenić, czy z danym inwestorem jest nam po drodze czy nie.

Jakie byłyby to kwestie?

Po pierwsze, kwota finansowania i co inwestor otrzyma za to w zamian. Jeżeli udziały, a nam pozostał pakiet większościowy, to inwestor może chcieć mieć wpływ na sprawy spółki i na przykład mieć prawo weta w kluczowych sprawach. Ponadto, warto już na tym etapie ustalić zasady wyjścia z transakcji, tak w przypadku niepowodzenia, jak również w przypadku znaczącego wzrostu wartości start-upu.

Sam pomysł na biznes to połowa sukcesu przyszłego start-upu. Druga połowa to pieniądze. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, negocjując finansowanie? 

Poza kwotą? Sama forma finansowania jest istotna. W polskich warunkach powinniśmy z góry określić, czy start-up zaciąga pożyczkę, czy od razu wpuszczamy inwestora na equity, wydając mu udziały. Jeżeli to drugie, to kluczowa będzie wycena biznesu, co przekłada się na wielkość pakietu obejmowanego przez inwestora. Jak wiadomo, z wyceną nowatorskiego biznesu może być ciężko – nie ma jak porównać do konkurencji, a przyszłe przychody mogą być bardzo niepewne i trudne do skalkulowania. Dlatego ciekawą formą finansowania mogą być hybrydy, czyli np. dług konwertowany na kapitał w przyszłości, kiedy możliwa jest bardziej rzetelna wycena. Obecnie w polskich warunkach tego typu rozwiązania dla zapewnienia ich wykonalności wymagają sporządzenia szczegółowej dokumentacji. Za granicą jest to bardziej popularne i mało skomplikowane, dzięki temu start-upy mają zapewniony dostęp do sprawdzonego standardu finansowania.

To, co może okazać się przydatne dla start-upów, to term-sheet. Pani sama przygotowała zresztą taki dokument. Czym jest i do czego może służyć?   

Tak, term-sheet zdecydowanie się przydaje, nawet jeśli jest to dokument niewiążący. Już na etapie ustalania jego treści możemy poznać choćby rzeczywiste zamiary inwestora. Miałam przypadek, gdzie kwestionowany był np.  zakres zakazu konkurencji i zrodziło to po stronie start-upu uzasadnione wątpliwości, czy inwestor ma czyste intencje. Poza tym, jestem zwolennikiem precyzyjnego określenia swoich oczekiwań już na tym etapie – dzięki temu prawnicy maja ułatwione zadanie przy przygotowaniu umów i innych dokumentów na kolejnych etapach.

Prowadzi Pani konsultacje dla start-upów. Czy są jakieś zagadnienia, o jakie jest Pani najczęściej pytana? Może coś Panią zaskakuje? Czy świadomość prawna rośnie?

Najczęściej padają pytania właśnie o term-sheet i proces inwestycyjny, co wskazuje, że raczej na tym etapie założyciele zaczynają interesować się kwestiami prawnymi. Inne zagadnienia bardziej zależą od obszaru biznesu, w jakim obraca się dany start-up. Cieszą nas powtarzające się pytania o ochronę danych osobowych, kwestie regulacyjne w ochronie zdrowia czy fintechu, jak również wątpliwości co do tego, jak uregulować pewne zagadnienia w umowach handlowych. Niewielka liczba pytań o ochronę praw autorskich trochę mnie martwi – tutaj w kwestii świadomości prawnej jest jeszcze sporo do zrobienia.

Czy polskie prawo w ogóle sprzyja start-upom i innowacyjności?

Dobrze byłoby, gdyby przestało przynajmniej przeszkadzać… Z drugiej strony, było już wiele prób uatrakcyjnienia naszego prawa dla start-upów i wychodziło jak zwykle NIC. Obecnie proponowane zmiany w prawie mogłyby oczywiście pomóc – martwi jednak fakt, że czekamy na konkrety od ponad roku i nie widać końca tych prac. Przykłady z zagranicy wskazują jednak, że podstawą jest wspieranie przedsiębiorczości i pomysłowości w tym obszarze oraz dzielenie się doświadczeniami – w tym zakresie prywatne inicjatywy typu Campus Warsaw zasługują na uznanie.


For more information contact

Ewa Szlachetka, Partner

< Wstecz