Global menu

Our global pages

Close

Waluty cyfrowe. Z czym to się je? Czym to się przyprawia?

  • Poland
  • Banking and finance
  • Technology

11-04-2018

Dzisiaj w Polsce przeciętnemu zjadaczowi chleba waluty cyfrowe kojarzą się źle. A wcale nie musiało tak być. Jeszcze dwa lata temu Polska była słusznie kojarzona z awangardą, pod względem innowacyjności przebijającą się pomiędzy potęgami technologicznymi na czołowe pozycje. Biznes walut cyfrowych oraz technologii rozproszonego rejestru (blockchain) rozwija się nierównomiernie w skali światowej. Przodują oczywiście państwa Dalekiego Wschodu oraz obu Ameryk. Tymczasem polscy programiści oraz przedstawiciele branży usług towarzyszących walutom cyfrowym stali w pierwszym rzędzie na barykadzie postępu technologicznego.

Przez kilka lat zasób wiedzy na temat walut cyfrowych wzrastał w tempie niezauważalnym. Był to odcinek dla pasjonatów nowych technologii oraz osób nastawionych z dużym entuzjazmem do nowinek. Można powiedzieć, że waluty cyfrowe początkowo były dostępne dla wtajemniczonych. Wokół walut cyfrowych nagle zrobiło się głośno. Każdy coś na ten temat słyszał. Może nawet każdy trochę na ten temat wie. Waluty cyfrowe stały się hipsterskie. Trafiły do kawiarni. Piją latte, palą cienkie papierosy, chodzą w za krótkich spodniach i w czerwonych tenisówkach.

Rozgłos niestety nie sprzyja walutom cyfrowym. Niewątpliwy fenomen technologiczny ostatnich lat stał się przedmiotem zainteresowania tzw. kręgów oficjalnych, skupionych wokół administracji publicznej. To jednocześnie dobrze i źle. Dobrze, bo to ważne zjawisko społeczne i trzeba się nim zająć. Źle, ponieważ w zbyt małym stanie wiedzy doszło do ukształtowania oficjalnego obrazu walut cyfrowych, który jest, moim zdaniem, nieadekwatny.

Przedstawiciele administracji publicznej w swoich oficjalnych wystąpieniach eksponują przede wszystkim „niebezpieczeństwa” związane z walutami cyfrowymi jako takimi. Składa się na to traktowanie ich jako „detergentu” wykorzystywanego do wyprania brudnych (nieopodatkowanych) pieniędzy, przyczyny towarzyszącej stracie oszczędności w ramach procederu piramidy finansowej, czy też ogólnie rozumianego źródła przestępczości komputerowej, np. w związku z bezprawnym przetwarzaniem danych osobowych.

Ślady takiego kierunku rozumowania w wystąpieniach przedstawicieli administracji publicznej są niestety liczne. Trzeba jednak przyznać, że nie poddają się jednostronnej ocenie. Dla przykładu można wskazać projekty ustaw definiujących walutę cyfrową (pod złą nazwą kryptowaluty) oraz rachunek (portfel) walut cyfrowych. Chodzi tutaj o projekt ustawy o centralnej bazie rachunków oraz o projekt ustawy o przeciwdziałaniu praniu brudnych pieniędzy (oba projekty są przedmiotem konsultacji resortowych). Sama idea kontroli obrotu walutami cyfrowymi jest pożyteczna i zasługuje na aprobatę. Problem w tym, że w omawianych projektach pojęcia o podstawowym znaczeniu dla stosowania prawa zostały zdefiniowane inaczej (różnie).

Inny przykład to wspólne stanowisko NBP oraz KNF na temat walut cyfrowych z lipca 2017 roku. Dokument został przygotowany rzeczowo. Opatrzony klauzulą „komunikat” w założeniu jest ostrzeżeniem o ryzykach, co wynika z jego preambuły. To pierwsze oficjalne stanowisko na temat walut cyfrowych, w dodatku – co należy podkreślić – zredagowane wspólnie przez bank centralny oraz centralny organ administracji publicznej. Wpłynęło na dalsze kierunki procesów legislacyjnych oraz praktykę życia gospodarczego. Niestety negatywnie. Zostało bowiem zredagowane w zachowawczym tonie, tworząc duszną atmosferą wokół walut cyfrowych.

W grudniu 2017 roku doszło do zagęszczenia tej atmosfery. KNF wydała drugie ostrzeżenie i rozpoczęła się szeroko zakrojona kampania informacyjna. Komisja dostrzegła „stopniowy rozwój „walut” wirtualnych, wynikający m.in. z postępującego wzrostu ceny. Równocześnie dostrzeżono „potencjalne zagrożenie dla użytkowników tych „walut”. Negatywny klimat wokół walut cyfrowych rozpętał się na początku kwietnia 2018 roku. Ministerstwo Finansów opublikowało stanowisko na temat zasad opodatkowania dochodów uzyskanych w związku z korzystaniem z walut cyfrowych. Żadne specjalnie dedykowane przepisy prawne w tym zakresie nie obowiązują. Stanowisko Ministerstwa jest zaś skrajnie niekorzystne dla podatników.

To tylko kilka najbardziej reprezentatywnych przykładów oddziaływania sfery władztwa publicznego na zjawiska gospodarcze związane z obrotem walutami cyfrowymi. Krytyka nie prowadzi jednak do rozwiązania problemu. Od samego początku mojej przygody z walutami cyfrowymi dążę do powiększenia stanu wiedzy na ten temat. Przygody naukowej oraz przygody zawodowej. Jako profesor prawa handlowego na Uniwersytecie i jako praktykujący adwokat. Jestem autorem pierwszych w Polsce artykułów naukowych na temat walut cyfrowych. Brałem udział w konsultacjach publicznych (Sejm RP) oraz na szczeblu rządowym (Ministerstwo Finansów RP oraz Ministerstwo Cyfryzacji RP). Kierowana przeze mnie Katedra Prawa Handlowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zorganizowała kilka konferencji na temat walut cyfrowych. W kilkunastu konferencjach brałem udział jako referent. Na zaproszenie osób, które na temat walut cyfrowych wiedzą albo chciałyby wiedzieć tyle, co ja.

Dlatego mam odwagę stawiać dwa pytania dodatkowe dotyczące walut cyfrowych: pytanie „z czym to się je?” oraz pytanie „czym to się przyprawia?”. Na oba pytania znam też odpowiedź. Podstawowy problem związany z percepcją nowoczesnych rozwiązań każdego rodzaju (technicznych, organizacyjnych, społecznych itp.) wiąże się z przełamaniem tabu. Każde nowe rozwiązanie potrzebuje swojego pioniera. A do pionierskich rozwiązań od początku podchodzi się z nieufnością. Tak było z samochodem, który zmienił świat. Tak było z pociągiem, samolotem itp. Tak samo było również z Internetem. Korzystanie z Internetu chciano nawet początkowo opodatkować.

Przekroczenie granicy strachu przed nowymi rozwiązaniami przychodzi dopiero z czasem, a potrzebne jest do tego nabranie ogólnego przekonania na temat ich przydatności. Właśnie na tym etapie procesu ewolucji znajdują się obecnie waluty cyfrowe. Etap ukrycia minął bezpowrotnie. Rozwija się etap dyskusji, a wraz z nią przyszedł etap krytyki i zakazów. Czekamy na przyjście etapu, w którym powszechnie okaże się, że waluty cyfrowe mają więcej publicznych zalet, niż publicznych wad. Tak właśnie jest w istocie i ten moment na pewno nastąpi. Technologia rozproszonego rejestru (blockchain), która jest informatyczną podstawą walut cyfrowych, jest uważana za rewolucyjną. Wizjonerzy mówią, że wraz z walutami cyfrowymi nadeszła epoka Internetu 2.0. Że technologia rozproszonego rejestru może zmienić społeczeństwa na lepsze.

Dlatego trzeba podjąć trud oswojenia walut cyfrowych. Do tego potrzebna jest wiedza. Rzetelna, zbudowana na konserwatywnych, klasycznych fundamentach naukowych (prawniczych, ekonomicznych, społecznych itp.) oraz praktyczna, wynikająca z doświadczenia empirycznego, z obserwacji działania mechanizmów, które mają być przedmiotem poznania, a po poznaniu przedmiotem regulacji.

Można więc sobie odpowiedzieć na pytania postawione w tytule. „Z czym to się je”? Z wiedzą. „Czym to się przyprawia”? Wiedzą.

 

Dr hab. Konrad Zacharzewski jest Kierownikiem Katedry Prawa Handlowego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika

 

 

For more information contact

< Wstecz

Kontakt dla prasy

Renata Misiewicz
Zespół Public Relations 
+48 22 50 50 719
renata.misiewicz
@eversheds-sutherland.pl